Tak to jakoś zleciało błyskawicznie i od ostatniego posta minęło już 5 miesięcy. W tym roku chcę popracować nad systematyczną publikacją notek, żeby nie było tutaj tak pusto. O moich planach na rok 2020 napiszę w osobnym poście, a teraz pora na podsumowanie i zamknięcie krzyżykowo-książkowego roku!
Zacznijmy od książek
Nie miałam jakichś kosmicznych planów jeśli chodzi o ilość, przy czym trzeba podkreślić, że wyzwania typu "przeczytam 52 książki w ..." nie są do mnie adresowane - z łatwością osiągam taki wynik. W 2017 przeczytałam 76, a w 2018 aż 84 książki (czy jakoś tak, mam to w notesie). Więc myślałam sobie, że takie 100 książek to by było już naprawdę coś.
W tym roku udało mi się skończyć dokładnie 135 książek. 71 z nich pokazywałam tutaj na blogu w formie screenów z mojej półki lubimyczytac.pl, jeśli chcecie wiedzieć co jeszcze przeczytałam, to musicie kliknąć w powyższy link i sami zobaczyć. Nieźle, prawda?
No to teraz pora na rozliczenie się z hafciarskich postępów
Rok zaczęłam z 15 robótkami w toku. Skończyłam go mając ich już tylko 13, a dziś mogę mówić o 10 "starych" robótkach i jednej nowej (zaczętej w 2020). Postanowiłam UFOkować dwie prace - morski sampler od Dimensions oraz sampler Long Doga Mots d'amour. Sampler morski przestał mi się podobać, no i miałam wątpliwości co do kolorystyki muliny. Jeśli nie pamiętacie, to oryginalny zestaw wyrzuciłam (poza wzorem) i pracowałam na zamiennikach. Tylko, że tabela konwersji kolorów muliny jest nie do końca dopracowana dla nitek od Dimensions i kolory wychodziły strasznie przekłamane... A sampler serduszkowy chyba podpadł ze względu na nitkę - jedwabiem cudnie się haftuje, ale wysunęły mi się przycięte i zabezpieczone nitki z tyłu haftu i nie mam jak tego naprawić... Szkoda, że ta nić jest taka śliska :( Jak znajdę odrobinę więcej czasu to pomyślę nad restartem jakimiś mniej uciekającymi nitkami :)
Moim największym celem było, jak wszem i wobec wiadomo, skończenie Royal Dreams, czyli mojego ukochanego fraktala. Zaczęty na początku 2016 roku w ramach szaleństwa, pod koniec 2016 rozpoczynany ponownie z powodu wymiany kanwy z Tajlurowskiej na Zweigarta. W 2017 miałam tylko pierwszą kolumnę, ledwie 4 strony z 28. W 2018 zrobiłam 10 z założonych 12 stron wzoru. Za to w tym roku wytrwale pracowałam nad moim maleństwem. Zabrakło mi dosłownie 1,5 godziny, żeby skończyć go w 2019, dlatego liczę go już jako projekt skończony w 2020. Jednak zdjęcie mam tylko ukończonego, więc musi wam wystarczyć ;)
Drugim moim celem było ukończenie lodowej księżniczki od HAED. Okazuje się, że to właśnie ona, a nie wróżka, była moją najstarszą, rozpoczętą jeszcze w połowie 2015 roku robótką. Dzięki sporej ilości wyzwań z zagranicznych grup na FB udało mi się skończyć ten projekt. Teraz stwierdzenie, że wróżka jest najstarsza jest prawdziwe ;)
Jak wiecie, udało mi się również skończyć druga klatkę od VE :) Obie dalej nie są oprawione, ale w szafie, już wyhaftowane mogę je trzymać ile chcę ;)
Wróżka, jak wiecie, przysiadła na krośnie i dzięki codziennej pracy... no dobrze, próbom codziennej pracy na niej, udało mi się pchnąć do przodu ten projekt.
Sal kolorowankowy, również zaczęty w 2016 roku też miał swoje 5 minut :) Zabrakło mi minimalnie czasu... Ale w styczniu koniecznie do niego siądę!
Zupełnie tego rok temu nie planowałam, ale udało się również popracować odrobinę nad zwierzątkami adwentowymi. Odrobinę to bardzo odpowiednie słowo w tym przypadku ;)
Przybyło tez sporo na moim robocie :) Myślałam, że uda się go skończyć, ale strasznie szybko męczą mi się ostatnio oczy, a on jest na 32ct jedną niteczką. To już ten wiek... ;) A tkaninę zafarbowałam kawą i teraz cudnie pachnie kiedy go wyciągam :)
Śpiąca piękność odnotowała minimalny przyrost. Nie miałam głowy do niej w tym roku.
A zupełnym zaskoczeniem dla mnie było wyciągnięcie tego hafciku. Nie pokazywałam go na blogu ani na instagramie. Jeśli pamiętacie moje plany na ten rok, to zgodnie z zapowiedzią nie rozpoczęłam ani jednego nowego haftu (chociaż palce mnie momentami świerzbiły!). W sylwestra 2017 złapałam za tkaninkę Zweigarta 32ct z krateczkami i zaczęłam półkrzyżykami (na próbę) nowy obrazek. No bo jakbym skończyła wszystkie duże obrazki to nic by nie zostało do dziubania. Prawda, że to logiczne? ;) Grunt, że szybko się haftuje, niestety jest męczący dla oczu...
Z nieruszanych w tym roku została mi Anielica z koralikową suknią, kolorowy TBS, Wróżkowy pyłek i sowy. Ale o tym, że dla nich nie będę miała czasu to wiedziałam w sumie od początku roku.
Ponieważ wyszło strasznie długo zapraszam do kolejnego posta z planami na wspaniały 2020 rok!









