piątek, 21 kwietnia 2017

Jeden UFOk mniej

Witam serdecznie!

Mam nadzieję, że wszystkim święta minęły w miłej rodzinnej atmosferze. Ja spędziłam je bardzo miło, najprzyjemniej zaś poniedziałek, kiedy leżąc w łóżku pod ciepłą kołderką na zmianę czytałam książkę i haftowałam ;)

O dziwo, nie przejadłam się tym razem wielkanocnymi pysznościami, chociaż całą sobotę spędziłam na nogach w kuchni. Był żurek, pieczona karkóweczka, paszteciki do barszczu z trzema wariantami nadzienia, koszyczki z ciasta francuskiego ze szpinakiem i sałatka jarzynowa. A na słodko robiłam mazurki, ciasto drożdżowe i rogaliki z kajmakiem. Ale, puki co, nie jest to blog kulinarny, przejdźmy więc do robótek.


Tak jak pisałam w poprzedniej notce, udało mi się wykończyć najstarszego UFOka! Był to pegaz, któremu naprawdę niewiele brakowało do ukończenia podczas poprzedniej odsłony. Odstraszała mnie chyba wielkość wzoru (6 sklejonych taśmą kartek a4). Jak już się zawzięłam, to poszło w miarę szybciutko. Teraz czeka sobie w pudełeczku na mój wolny czas na wykańczanie robótek.



Jako bonus do pegaza pokazuję zdjęcie ukończonego jajeczka wielkanocnego z gazetki . Sam haft był szybki i przyjemny, montowanie tego ustrojstwa jednak to zupełnie inna bajka. Mam wrażenie, że gdybym miała inny klej byłoby łatwiej, ale śpieszyłam się z wykończeniem go przed Świętami i nie miałam czasu na składanie zamówień. Jajo zdobi stół w mojej obecnej pracy i zostanie tutaj jako pamiątka. 

Wybaczcie dłuższą przerwę, życie rzuca mi kłody pod nogi jeśli chodzi o regularną publikację. Nie wspominając już o nieprzewidzianych przerwach w haftowaniu... Robótkowo jednak jest dobrze, jeden projekt już prawie na ukończeniu a do tego w międzyczasie dokończyłam drugą strone fraktalątka :)

Do usłyszenia niebawem!

piątek, 24 marca 2017

Porcja koloru na pierwszy dzień wiosny

Witam!

Po pierwsze dziękuję za miłe komentarze pod ostatnimi postami. Cieszę się, że tak mnie motywujecie do pracy nad fraktalem. Kto uważnie czyta powinien wiedzieć, że pracuję nad Royal Dreams, który będzie wyglądał tak:


Myślę, że jeszcze jedna nudna kolumna obok tej i zacznie się robić kolorowo :) Ale chwilowo przerwa, poczekam na odrobinę lepsze światło do pracy.

A tymczasem pora zdradzić jaką robótkę zabrałam ze sobą do Łeby. Napisałam, że jej nie wezmę, bo za dużo tam kolorów, ale po dokładniejszym obejrzeniu wzoru, okazało się, że połowa z symboli ma ten sam kolor i haftuje się je tylko różną ilością nici ;) Tak więc na wycieczkę nad wodę pojechałam z ważką :) Dla przypomnienia ostatnia odsłona była tak mizerna, że aż wstyd się było do tej robótki przyznawać.


Dla przypomnienia jeszcze obrazek ważki po ukończeniu. To jest ta z lewego dolnego rogu.


W czasie wyjazdu udało mi się skończyć dolną część bambusowych liści...



Następne dwa tygodnie powstawała ważka. Te kontury w skrzydłach wyglądają niesamowicie...



A ostatnie części obrazka ukończyłam równo z nastaniem astronomicznej wiosny :)



I tak oto moja liczba rozgrzebańców to w tej chwili dwanaście ;) Miałam w międzyczasie jedną nową rozpoczętą i ukończoną robótkę, oraz dobiłam najstarszego z gromady UFOka. Ale o tym w następnym wpisie :D

Na koniec dodam dla porządku, że od niedawna włączyłam moderowanie komentarzy, więc nie dziwcie się, że jeśli coś piszecie to się nie wyświetla od razu tak jak kiedyś. Mam nadzieję, że dzięki temu nikt już nie będzie musiał udowadniać, że nie jest robotem, jeśli jednak tak będzie to bardzo proszę o informowanie mnie na bieżąco. Pozdrawiam cieplutko i lecę sprzątać balkon :)

poniedziałek, 13 marca 2017

Ciemność, ciemność widzę...

Witam wszystkich!

Dzisiaj zapowiedziany w poprzednim wpisie post z postępami z pacy nad fraktalątkiem. Od razu chciałabym zaznaczyć, że jakość fotek pozostawia wiele do życzenia, ale w warunkach wyjazdowych nie zawsze da się zrobić lepsze. Jarzeniówy na suficie i mrok za oknem nie stanowią najlepszej kombinacji...

W ramach turnusu rehabilitacyjnego Starszego potwora udałam się z nim do Łeby. Pobyt trwał od niedzieli do soboty rano. Poza odprowadzaniem go na posiłki, obowiązkowe zajęcia i codziennymi spacerami miałam mnóstwo czasu wolnego. Zakupowo poszaleć nie można było, bo były otwarte chyba ze 3 sklepiki z pamiątkami, nawet o otwarty spożywczak było trudno. Tak więc hafcik, hafcik, i jeszcze raz hafcik :) Miałam nadzieję, że uda mi się pohaftować w pociągu, ale nie było niestety za bardzo miejsca.

Tak więc miejsce startowe z niedzielnego popołudnia wyglądało tak, odrobinę mniej niż pół strony:



W poniedziałek rano było już o 815 krzyżyków więcej niż dzień wcześniej


W poniedziałek dostawiłam kolejne 1293 krzyżyków i we wtorek rano miałam już tyle :D


Tak się złożyło, że w ciągu dnia udało mi się skończyć całą pierwszą stronę, fraktalątko urosło o 761 krzyżyków.


Ponieważ w środę miałam zacząć kolejne wyzwanie z grupy na FB, wygodniej mi było zaczynać liczenie krzyżyków od tego punktu. Porzuciłam więc fraktalątko na pół dnia i wróciłam do niego w środę po śniadaniu. Co haftowałam w międzyczasie pokażę za kilka dni ;)

A tak wyglądało fraktalątko w środę wieczorem po dostawieniu 824 krzyżyków.


W czwartek wieczorem miałam kolejne 1194 krzyżyków więcej :D


A w piątek wieczorem zakończyłam pracę po postawieniu kolejnych 559 krzyżyków :D Przejadł mi się granat, a do tego mieliśmy podchody z dzieciakami i pakowanie, więc siła rzeczy miałam mniej czasu na haft.


Jak tylko wypełnię granatowe tło do ostatniego pojedynczego krzyżyka będę miała pełne 2 strony wzoru :) Osobiście patrząc na robótkę widać wyraźniej pozostałe użyte kolory. Ilość krzyżyków w kolorach innych niż 939 jest tak mała, że chwilowo jeszcze nie parkuję na tej pracy, poczekam aż będzie tam więcej konfetti.



Jesli zastanawiacie się dlaczego idę w dół a nie w bok, to już wam mówię. Mam zaczętych kilka dużych prac i im więcej haftuję, to tym bardziej uświadamiam sobie, że jednak wolę haftować od dołu do góry, tak jak robiłam ikonę. Ciągnę więc do dołu, a potem będę dziubać po kolumnie od dołu do góry.





poniedziałek, 6 marca 2017

Kilka drobiazgów i nie tylko :)

Witam marcowo!

Za oknami coraz jaśniej wieczorami, wiosnę już czuć w powietrzu i zaczynamy odliczać dni do startu kolejnego sezonu rowerowego! A ja, na przekór temu co jest za oknami, w swoich pracach widzę coraz więcej ciemnych kolorów! Ale po kolei.

W ostatnich tygodniach intensywnie pracowałam nad swoimi hafcikami i mam kilka rzeczy które mogę pokazać :) Na dobry początek pokazuję zawieszkę bałwankową wydziubaną od zera w styczniu. Nie mam jej już, ponieważ została podarowana bardzo miłej osobie, która w ramach porządkowania domu przekazała mi dwa metry bieżące kanwy gobelinowej. Nie wiem jeszcze co z taka ilością tego dobra zrobić, ale z pewnością coś tam wymyślę.



Kolejna wydziubana praca to maluteńka poduszeczka biscornu. Rozpoczęta w styczniu i ukończona w lutym. Żeby było ciekawiej użyłam muliny DMC Coloris numer 4523. Efekt jest ciekawy, nie powiem :)


Dodatkowo w lutym pracowałam nad wróżką od HAED. Postanowiłam uzupełnić w pierwszej kolejności pierwszą stronę haftu. Mieliśmy w ramach wyzwania zrobić 2000 krzyżyków, mi udało się zrobić 3649 i to samego czarnego... Teraz tylko na tej stronie mam granat i odcienie fioletu ;) Korci mnie trochę, żeby skończyć cały czarny na tym obrazku i wypełniać resztę kolorem. Tylko wiem, że skończyłoby sie to rzuceniem pracy w kąt na długie miesiące...



Do tego naszło mnie na haftowanie czegoś małego co szybko uda się skreślić z listy rozdłubańców, i padło na pegaza. Dolne pół konika już mam praktycznie całe, jeszcze dzień czy dwa pracy i uda się pewnie wymęczyć UFOludka :) Strasznie gęsta jest ta czarna aida, wydaje się dużo gęstsza od białej...



Zgodnie z zapowiedzią na wyjazd zabrałam ze sobą fraktalątko. To co się działo na wyjeździe zasługuje na osobny post, przypominam więc tylko punkt wyjściowy i zapraszam za kilka dni :) ...



I to by było na tyle, starczy jak na jeden post :)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Stan postępu na dziś

Witam, witam!

Nie zapowiadałam tego posta, ale postanowiłam, że trzeba w końcu pokazać jak w chwili obecnej wyglądają moje robótki. Jest w końcu luty, a od ostatniej publikacji postępów minęło już trochę czasu. Nie publikuję zbyt często na FB gdzie staram się aktywniej niż tutaj publikować postępy. Mam też konto na Instagramie, ale w związku z awarią mojego przedpotopowego mądryfonu nie jestem w stanie nawet tam pokazywać bieżących aktualizacji. A jak tylko zainstaluję appkę na tablecie syna  to na następny dzień jest już odinstalowana, tak więc... Chyba lepiej robić to tutaj przynajmniej raz na rok, prawda?

Do wymienionych tutaj prac musicie dodać jeszcze dwa tajniaczki, których nie pokażę jeszcze przez jakiś czas.

1. Morski sampler Dimensions. W trakcie pracy nad wzorem okazało się, że z oryginalnego zestawu zostały mi nici i kartka z wzorem. Nie mam jednak instrukcji do konturów... Będzie kombinowanie, bo wszystko co widziałam w internecie jest okropnie niewyraźne...


2. Dama Pik od Mystic Stitch. Jest dokładnie tyle ile było od ostatniej odsłony. Zostało 29 stron do końca (tę pierwszą zrobiłam w przeciągu 2 tygodni, więc jest nadzieja dla tego projektu!)


3. Wróżka od HAED, tak jak projekt powyżej nie ruszana od poprzedniej odsłony. Jednak będę nad nią pracować w lutym w ramach wyzwania na jednej z zagranicznych grup, więc w marcu zobaczycie ją znowu :)


4. Fraktalątko moje kochane. Kupiłam aidę Zweigarta i przy okazji restartu odkryłam, że poprzednio pomyliłam jeden symbol i użyłam złego koloru. Teraz nie dość, że ma to więcej sensu (kolorystycznie) to i tkaninka ma lepsze krycie granatową nicią. Na przełomie lutego i marca wyjeżdżam na tydzień do miejsca gdzie nie będę miała nic do roboty przez większość dnia, nie będzie też internetu i żadnych rozrywek, zabiorę więc ze sobą fraktalątko i zobaczymy o ile urośnie ;)


5. Lodowa księżniczka HAED zaczyna nabierać kształtów. Na zasadzie podobnej co przy wróżce  (wyzwania na grupie na FB) zrobiłam większość kolejnej "strony" wzoru. Muszę jeszcze raz przejrzeć swoje mulinki i wyszukać kolory do uzupełnienia występujących pojedynczo dziurek.


6. SAL Kolorowanka. Ciągle myslę nad kolorami. Brak pełnej palety DMC troszkę w tym przeszkadza...

7. Sowy. Doczekały się mojej uwagi, ale zaczętych stron jednak nie udało się skończyć. Pixeloza przeokropna, mówię wam!



8. TBS wrócił do łask! Jest coś niemożliwie uspakającego w haftowaniu powtarzających się motywów, a do tego te soczyste kolory! Cały styczeń pracowałam nad żółtymi i zielonymi odcieniami, a do tego poprawiłam wszystkie ściegi na jedną niteczkę zamiast dwóch. Prucie tych wszystkich specjalnych ściegów na czarnym to nic fajnego, wierzcie mi. Mój plan na teraz to zapełnić lukę po prawej i przewinąć krosno :)


9. Samplerek DMC. Od ostatniej odsłony na blogu (klik) zmieniło się sporo. Przede wszystkim materiał. Jednak stwierdziłam, że nie zdierżę dłużej lnu z tej firmy i haftuje wszystko na naturalnym obrazkowym 32 ct. O wiele przyjemniej!  


10. SAL Adwentowy. W październiku jakoś utknęłam na ukończonych xxx w zwierzątku numer 5. Za dużo, za szybko chciałam zrobić. Do tego w życiu zaczęło się dzieć mnóstwo na raz i czasu na haft nie było prawie wcale. Zostały mi do zrobienia kontury w jeżynce, którą pokazałam w poprzednim poście i jeszcze 19 kolejnych zwierzaczków ;)


11. Ważka. Niestety, jest w stanie sprzed roku. Nie udało mi się nad nią popracować ani minuty. Przez chwilę myślałam o zabraniu jej ze sobą na wyjazd, jednak za dużo bym musiała kolorów spakować, a wolę nie brać ze soba dużo bambetli.


12. Pegaz. Już nawet nie pamiętam kiedy go sobie przerobiłam na schemat! Gorzej, że baza na podkladkę pod myszkę którą miał się stać, stała się przedmiotem zabawy i uległa zniszczeniu... W tym roku chcialabym go wreszcie dokończyć i skoncentrować się na innych projektach.


Do tego dochodzą dwa tajniaczki, mam więc rozpoczetych 14 prac. Jedna z nich zostanie ukończona w lutym, druga dopiero w okolicach wakacji. Mam ochotę zacząć kilka nowości, ale powstrzymuję się przed tym. Mam za dużo ogromnych rzeczy wymagających sporych nakładów pracy. Chciałabym przynajmniej TBSa zrobić i zwolnić ramkę na ten cel ;)

Tak jak pisałam poprzednio, mój plan to haftować ile się da i co się da ;) Jak na razie miałam kilkanaście dni, kiedy po igiełkę nie sięgnęłam ani razu, ale nie zamierzam się tym przejmować :)

Igły w dłoń!


piątek, 3 lutego 2017

Hafciarskie 12 miesięcy

Witam po przejściowym okresie ciszy na blogu! Życie dowaliło mi tyle niespodzianek w ostatnim okresie, że czasu na haftowanie zostało mi mikroskopijnie mało, o blogu już nie wspominając.

Podsumowując rok 2016 uważam, że udało mi się zrobić bardzo dużo na hafciarskim poletku. Skończyłam swojego pierwszego kolosa, wykończyłam UFOka z 2010 roku, ukończyłam też kilka innych prac. Co prawda wszystkich planów zrealizować się nie udało, ale planów hafciarskich prawie zawsze nie udaje sie zrealizować w 100 % ;)

Oto prace ukończone jeszcze w 2016

1. Cyklamen. To była moja pierwsza ukończona w zeszłym roku paca, nieduża, ale zawsze się liczy. Cyklamenik dostał nawet osobny post :) 



2. Syrenka dla córy. Mała ciągle pyta kiedy cos haftuję czy to jej następna syrenka, więc niedługo wyszyję jej koleżankę ;)



3. Żaglowiec. Latający Holender doczekal się oprawy w czasie wakacji ale miejsce na ścianie jeszcze nie jest wybrane ;) 




4. Ikona. Największe hafciarskie osiągnięcie zeszłego roku. W sumie jest tu 78600 drobniuśkich krzyżyków!



5. Aniołek dla dziadków. Jednemu było u nich smutno, teraz będą razem pilnować dziadków :)



6. "Biała róża", która jest bardziej różowa niż biała, ale cóż, nazwa już się przyjęła ;) Z pewnością nie jest to ostatni wzorek od VE który wyhaftuję.




7. Home is where the gamepad is. Hafcik jest, ramka jest, brak tylko czasu na oprawę i zawieszenie nad komputerami.



8. Zielony płaszczyk. Kiedyś zrobię pozostałe obrazki z serii. Jak tylko zapomnę, że tak upiornie od nich boli głowa!



9. Kuchenna szafka. Od września nie mam czasu wybrać się po ramki do sklepu... Ale potem zawiśnie na kuchennej ścianie!


10. Metryczka. Udało mi się osiągnąć osobisty cel i ukończyć ją przed 9 urodzinami Kuby :D Jeszcze tylko ramka i obie metryczki zawisną u dzieciaków w pokoju.


11. Niebieska Klatka. Za namową taty postanowiłam nie robić napisu (w brązowej klatce nie ma napisu) a piórko przyczepię przed samą oprawą.


12. Adwentowe zwierzątka (prawie że 5 szt z 24 które zamierzam zrobić ;) ) Przejadły mi się bardzo szybko- za dużo chciałam ich zrobić na raz, ale pomału rozważam powrót do nich, pewnie w marcu wreszcie uda się sięgnąć i wykończyć backstitche na numerach 4 i 5...






13. Bałwanek. Pierwsza haftowana zawieszka na choinkę! Musiałam zrobić coś ze świeżo dorwanej amerykańskiej gazetki ;)


Na bieżący rok mam może mało ambitny, ale za to jak najbarziej wykonalny plan:
Haftować ile się da! (i zobaczymy co z tego wyjdzie ;) )

Piegucho- az tak szalona jak niektórzy nie jestem, żeby zaczynać milion prac na raz ;) Ogólnie rzecz biorac to jest kilka wariantów takiego masowego zaczynania prac:
A. osoby umawiają się na zaczynanie nowej pracy przez kilka-kilkanaście dni pod rząd
B. umawianie się na start nowego projektu przez pełny miesiąc, po jednej na każdy dzień
C. zaczynanie nowej pracy co tydzień przez cały rok
i absolutne szaleństwo D. zaczynanie nowego haftu codziennie przez cały rok
Wiem, że są dwie osoby które przez cały 2016 rok zaczynały po 1 nowym hafcie na dzień, nie musiały być duże i mogły być to serie miesięczne, gdzie element na każdy miesiąc był traktowany jako nowy początek. Ja nie mam takich funduszy i przestrzeni do trzymania swoich bambetli ;)

Nie obiecuję poprawy i regularnych postów, bo jak tylko to zrobię, to znowu stanie się coś, co wykluczy mnie z internetu na kilka tygodni/miesięcy.


Pozdrawiam i do przeczytania!