niedziela, 2 lutego 2020

Podsumowanie stycznia 2020

Cześć!
Dzisiaj przychodze do Was z podsumowaniem moich osiągnięć ze stycznia. Nie jest tego wybitnie dużo, ale ciężko też powiedzieć, że to mało. A to dlatego, że udało mi się osiągnąć jeden z moich założonych celów na ten rok!

Proszę Państwa, przedstawiam Wam słodką syrenkę :)



Haftowana na jasnoniebieskiej kanwie 18ct liczy sobie dokładnie 5845 krzyżyków. Zaczęłam ją drugiego stycznia a skończyłam 26go :)

Pracowałam też nad moją wróżką i udało mi się postawić na niej 4774 krzyżyków. Mam już 52,46% wyszyte co oczywiście bardzo mnie cieszy :) Do skończenia pierwszego rzędu brakuje mi kilkuset krzyżyków pomiędzy liściami, ale stwierdziłam, że najpierw przygotuję sobie czarne kontury w drugim rzędzie. Wiecie, żeby nie wyciągać nitki do zrobienia kilkunastu krzyżyków tylko kilkudziesięciu :)


I dla przypomnienia stan z początku roku.


Udało mi się też sięgnąć po mojego robota. Leżał na wierzchu na moim biurku i chociaż nie był przewidziany w moich planach na ten rok, to postanowiłam chociaż troszkę popchnąć go do przodu przed schowaniem do szafki. Pracowałam nad nim ledwie kilka dni, ale zawsze te 605 krzyżyków do przodu.

I dla przypomnienia stan z początku miesiąca.



No i na koniec niespodzianka, zaczęłam nowy wzór :) Jeśli pomyślałyście, że to mój miziaty kot, to muszę Was wyprowadzić z błędu. To będzie mój jedyny wzór HAED na podstawie grafik Randala Spanglera. Popracowałam nad nim niewiele, ale chyba już dacie radę zgadnąć co wyszywam. Podpowiem, że jest to wersja mini o wymiarach 225x405 krzyżyków i haftuję ją na kanwie Easy Count 18ct od Zweigartu. Zdjęcie ciemne, bo robione komórką po nocy.



W sumie w styczniu postawiłam 11870 krzyżyków z czego tylko 5420 na moich kolosach. Będę musiała to ponadganiać w najbliższych tygodniach :)

A co słychać na froncie czytelniczym? Otóż w styczniu udało mi się skończyć 9 książek. 5 w wersji papierowej, 2 w formie audiobooka oraz 2 w wersji elektronicznej na łączną sumę 3016 stron. Przyzwoicie ;)


A poza tym oczywiście robiłam też inne rzeczy, min. odwiedziłam siostrę w Żywcu, grałam w planszówki i byłam na kilku imprezach urodzinowych. Luty będzie pod tym względem spokojniejszy i postępy w robótkach powinny być znaczniejsze :)

Do przeczytania za miesiąc!

piątek, 10 stycznia 2020

Plany na 2020 rok

Cześć!

Jeśli śledzicie mojego bloga od jakiegoś czasu to pewnie już zdążyliście się zorientować, że nigdy, ale to nigdy, nie udaje mi się zrealizować moich planów w całości. Ale sam proces planowania bardzo lubię. Lubię to kombinowanie z terminami, robótkami, zliczanie krzyżyków...
W tym roku zaplanowałam sobie naprawdę DUŻO. Dużo haftowania, troszkę mniej czytania, chociaż z tym to w sumie nigdy nie wiadomo co wyjdzie.

Zacznijmy od tego, że sporo czasu spędzam na Facebooku przeglądając co się dzieje w (zagranicznych) hafciarskich grupach wyzwaniowych. One naprawdę pomagają mi znaleźć motywację do efektywniejszej i systematycznej pracy! I to co wymyśliły dziewczyny na jednej z nich idealnie odnosi się do mojej szalonej hafciarskiej natury oraz mojej miłości do haftowania dużych obrazów.

Mój największy, najbardziej szalony cel na ten rok to postawienie 100 000 krzyżyków na robótkach, w których nie widać tła (ang. full coverage). Tak, to naprawdę dużo jak się tak zastanowić na spokojnie. I tak, wiem, haftowanie to nie wyścig. Ale ja chcę! Chcę się przekonać, czy potrafię haftować dużo i szybko. To dawałoby nadzieję wszystkim tym wzorom pięknych obrazów które mam w planach wyszyć. Bo obecnym tempem to tak raczej słabo mi idzie ...

No, to co w ramach tych stu tysięcy krzyżyków chciałabym zrobić, co?

Przede wszystkim chciałabym zakończyć wróżkę. Znacie tę śpiewkę - najstarsza robótka, najbliżej końca, spore bloki jednego koloru, które szybko się haftują, bla bla bla ;) W tej chili zostało mi do zrobienia 41763xxx . Dla porównania w 2019 postawiłam  58056 krzyżyków tylko na fraktalu.



Drugi mój cel to rozpoczęcie nowego haftu.Wzorek zakupiłam na Etsy. Jest to przeróbka obrazu Danae autorstwa Rembrandta. Nie ma tu tony kolorów, są duże obszary, które szybko idą. Kot jest przeuroczy i idealnie będzie się prezentował na ścianie czytelni w której pracuję. Chcę mieć na czym zawiesić oko kiedy jestem w pracy ;) Haft ma 75625 krzyżyków, jest więc mniejszy od ikony (którą haftowałam 6 lat), ale przy dobrych wiatrach udałoby mi się go skończyć do końca roku. Pytanie więc brzmi - czy z moją głową wszystko w porządku? ;)


Żeby nie wypalić się na samych kolosach mam też kilka planów na "maleństwa":

  • chcę skończyć dwa zwierzątka z kalendarza adwentowego. Idealnie byłoby skończyć przynajmniej te rozdłubane, ale nie wiem czy czuję się teraz na siłach to robić. Skończenie lwa i owieczki to już i tak będzie ten minimalny krok do przodu

  • chcę zacząć i skończyć  jedną z ważek z mojej kolekcji, najprawdopodobniej wybiorę tę z okładki

  • chciałabym zacząć i skończyć kolejną syrenkę dla Gosi. No w końcu obiecałam dziecku... już się nawet wyszywa, ale pokażę pod koniec miesiąca w podsumowanku :)


  • chcę zacząć i skończyć koniczynową wróżkę od Nory Corbett. Jak tylko dokupię koraliki i Kreiniki to się za nią zabiorę

  • skończyć TBS


Wymienione projekty, poza tbs-em i kolosami są na tyle małe, że mogę bez przeszkód spakować je do plecaka i męczyć je odrobinę w pracy. Do tego oczywiście wszelkie inne postępy byłyby mile widziane, ale mój priorytet mają kolosy.

Chcę też oprawić minimum jeden z gotowych obrazów. Szkoda, żeby tylko leżały w szafie, bo chwilami zapominam jakie fajne rzeczy wyszły spod moich rąk ;)

No i najważniejsze - regularnie pisać i publikować! Dziękuję, że jeszcze tu do mnie zaglądacie i komentujecie, staram się raz w miesiącu wybrać na wirtualny spacer po waszych blogach, ale z tym komentowaniem to mam różnie :) Postaram się odwdzięczyć w miarę możliwości czasowych.

Do przeczytania i igły w dłoń!
Agnieszka

PS. Zorientowałam się, że nie pokazałam jak ma wyglądać mój ostatni zaczęty obraz po skończeniu więc pokazuję już teraz. I jeszcze słowem wyjaśnienia, to to, co było na samym początku musiałam spruć, bo mi się w złym miejscu na kanwie zaczęło haftować a wszystko  z drugiej fotki powstało po 2 tygodniach pracy




czwartek, 9 stycznia 2020

Zamkniecie roku 2019

Witajcie!

Tak to jakoś zleciało błyskawicznie i od ostatniego posta minęło już 5 miesięcy. W tym roku chcę popracować nad systematyczną publikacją notek, żeby nie było tutaj tak pusto. O moich planach na rok 2020 napiszę w osobnym poście, a teraz pora na podsumowanie i zamknięcie  krzyżykowo-książkowego roku!

Zacznijmy od książek

Nie miałam jakichś kosmicznych planów jeśli chodzi o ilość, przy czym trzeba podkreślić, że wyzwania typu "przeczytam 52 książki w ..." nie są do mnie adresowane - z łatwością osiągam taki wynik. W 2017 przeczytałam 76, a w 2018 aż 84 książki (czy jakoś tak, mam to w notesie). Więc myślałam sobie, że takie 100 książek to by było już naprawdę coś.

W tym roku udało mi się skończyć dokładnie 135 książek. 71 z nich pokazywałam tutaj na blogu w formie screenów z mojej półki lubimyczytac.pl, jeśli chcecie wiedzieć co jeszcze przeczytałam, to musicie kliknąć w powyższy link i sami zobaczyć. Nieźle, prawda?


No to teraz pora na rozliczenie się z hafciarskich postępów


Rok zaczęłam z 15 robótkami w toku. Skończyłam go mając ich już tylko 13, a dziś mogę mówić o 10 "starych" robótkach i jednej nowej (zaczętej w 2020). Postanowiłam UFOkować dwie prace - morski sampler od Dimensions oraz sampler Long Doga Mots d'amour. Sampler morski przestał mi się podobać, no i miałam wątpliwości co do kolorystyki muliny. Jeśli nie pamiętacie, to oryginalny zestaw wyrzuciłam (poza wzorem) i pracowałam na zamiennikach. Tylko, że tabela konwersji kolorów muliny jest nie do końca dopracowana dla nitek od Dimensions i kolory wychodziły strasznie przekłamane... A sampler serduszkowy chyba podpadł ze względu na nitkę - jedwabiem cudnie się haftuje, ale wysunęły mi się przycięte i  zabezpieczone nitki z tyłu haftu i nie mam jak tego naprawić... Szkoda, że ta nić jest taka śliska :( Jak znajdę odrobinę więcej czasu to pomyślę nad restartem jakimiś mniej uciekającymi nitkami :)




Moim największym celem było, jak wszem i wobec wiadomo, skończenie Royal Dreams, czyli mojego ukochanego fraktala. Zaczęty na początku 2016 roku w ramach szaleństwa, pod koniec 2016 rozpoczynany ponownie z powodu wymiany kanwy z Tajlurowskiej na Zweigarta. W 2017 miałam tylko pierwszą kolumnę, ledwie 4 strony z 28. W 2018 zrobiłam 10 z założonych 12 stron wzoru. Za to w tym roku wytrwale pracowałam nad moim maleństwem. Zabrakło mi dosłownie 1,5 godziny, żeby skończyć go w 2019, dlatego liczę go już jako projekt skończony w 2020. Jednak zdjęcie mam tylko ukończonego, więc musi wam wystarczyć ;)







Drugim moim celem było ukończenie lodowej księżniczki od HAED. Okazuje się, że to właśnie ona, a nie wróżka, była moją najstarszą, rozpoczętą jeszcze w połowie 2015 roku robótką. Dzięki sporej ilości wyzwań z zagranicznych grup na FB udało mi się skończyć ten projekt.  Teraz stwierdzenie, że wróżka jest najstarsza jest prawdziwe ;)



Jak wiecie, udało mi się również skończyć druga klatkę od VE :) Obie dalej nie są oprawione, ale w szafie, już wyhaftowane mogę je trzymać ile chcę ;)



Wróżka, jak wiecie, przysiadła na krośnie i dzięki codziennej pracy... no dobrze, próbom codziennej pracy na niej, udało mi się pchnąć do przodu ten projekt.




Sal kolorowankowy, również zaczęty w 2016 roku też miał swoje 5 minut :) Zabrakło mi minimalnie czasu... Ale w styczniu koniecznie do niego siądę!



Zupełnie tego rok temu nie planowałam, ale udało się również popracować odrobinę nad zwierzątkami adwentowymi. Odrobinę to bardzo odpowiednie słowo w tym przypadku ;)



Przybyło tez sporo na moim robocie :) Myślałam, że uda się go skończyć, ale strasznie szybko męczą mi się ostatnio oczy, a on jest na 32ct jedną niteczką. To już ten wiek... ;) A tkaninę zafarbowałam kawą i teraz cudnie pachnie kiedy go wyciągam :)



Śpiąca piękność odnotowała minimalny przyrost. Nie miałam głowy do niej w tym roku.


A zupełnym zaskoczeniem dla mnie było wyciągnięcie tego hafciku. Nie pokazywałam go na blogu ani na instagramie. Jeśli pamiętacie moje plany na ten rok, to zgodnie z zapowiedzią nie rozpoczęłam ani jednego nowego haftu (chociaż palce mnie momentami świerzbiły!). W sylwestra 2017 złapałam za tkaninkę Zweigarta 32ct z krateczkami i zaczęłam półkrzyżykami (na próbę) nowy obrazek. No bo jakbym skończyła wszystkie duże obrazki to nic by nie zostało do dziubania. Prawda, że to logiczne? ;) Grunt, że szybko się haftuje, niestety jest męczący dla oczu...




Z nieruszanych w tym roku została mi Anielica z koralikową suknią, kolorowy TBS, Wróżkowy pyłek i sowy. Ale o tym, że dla nich nie będę miała czasu to wiedziałam w sumie od początku roku.






Ponieważ wyszło strasznie długo zapraszam do kolejnego posta z planami na wspaniały 2020 rok!

poniedziałek, 1 lipca 2019

Maj i czerwiec podsumowane

Witam w ten upalny poranek!

Przez ostatni miesiąc miałam strasznie mało czasu na internet. Kiedy zorientowałam się, że jest już sporo po 10tym czerwca, a ja znowu zapomniałam o podsumowaniu, postanowiłam poczekać do początku lipca. Dzisiaj bardzo się pilnowałam i siadłam do napisania tego podsumowania.

Przede wszystkim trwały prace nad fraktalem. W maju skończyłam ostatnią stronę w rzędzie, w czerwcu przeniosłam się wyżej i pracowałam nad środkową częścią wzoru. Pikseloza, ale nie jakoś przerażająca.

Tak było pod koniec maja...


A tyle było na koniec czerwca :)



W maju udało mi się poświęcić trochę czasu mojej najstarszej robótce, czyli lodowej księżniczce. Tutaj pracuję kolor po kolorku, trzeba się więc przypatrzeć uważnie, żeby zobaczyć różnice. W tym miesiącu też chcę trochę nad nią popracować i być może wypełnić całą suknię.



W maju udało się też popracować nad kolorowanką :) Został mi już tylko jeden kwiatek i skończę wreszcie ten obrazek :) Macie jakieś sugestie kolorystyczne?



No i na koniec pokazuję moją wróżkę. Od dzisiaj znowu dołączam do wyzwania haftu codziennego na tej pracy. Będzie nudno przez dłuższy czas, bo będę haftować czarny, a jest go sporo na stronach w górnej części. W sierpniu pewnie postęp będzie minimalny, bo jedziemy na wakacje i haftować będę pewnie tylko symbolicznie. Życzcie mi wytrwałości :)


No i na koniec pokazuję co udało mi się przeczytać i odsłuchać w ostatnich 2 miesiącach.

W maju przeczytałam aż 16 książek, z czego 7 było w formie audiobooków (wszystkie książki Maxa Czornyja oraz książka "Agatha Raisin i ciasto śmierci")



W czerwcu książek było 17, z czego tylko 4 audiobooki (wszystkie książki z cyklu o Agacie Raisin). Odsłuchałam też na Storytel Terror Maxa Czornyja. Cieżko powiedzieć czy to książka czy słuchowisko czytane w epizodach... Ale zajęło mi to 10 godzin, jest więc porównywalne do nie za grubej książki. 


Plan na lipiec to oczywiście fraktal, wróżka i mnóstwo książek :)

Do usłyszenia niebawem!

piątek, 10 maja 2019

Podsumowanie kwietnia

No tak.... 
Jest 10 maja. 
Tak, wiem, że przez ostatni miesiąc nic tu nie pisałam. 
Nie, nie zapomniałam o blogu.

Tak, tak, dzisiaj to nadrobimy :)

Po pierwsze: witam!
Po drugie chwalę się skończoną klatką od VE :) Dopiero po świętach udało mi się do niej usiąść i dostawić te brakujące kilkadziesiąt krzyżyków  i konturki.



Obie klatki razem wyglądają świetnie! Zastanawiam się nad kolorem ramek i czy warto w ogóle doszywać te piórka dołączone do wzorów. Chwilowo zostają bez, aż do momentu wybrania oprawy. Potem się zobaczy czy to będzie dobrze wyglądało.


Oczywiście udało mi się popracować nad fraktalem. Kolejna strona została ukończona, a prace nad ostatnią stroną w rzędzie trwają :)


Udało się też odrobinę popracować nad robotem, chyba mam niecałe 100 krzyżyków więcej niż to widać na tym zdjęciu...



Zabrakło mi tez odrobinę do końca strony na wróżce. Niestety, gapa ze mnie, nie zrobiłam zdjęcia na koniec miesiąca, a teraz robótka leży schowana przed kurzem i nie mam jak do niej dojść, żeby cyknąć fotkę. W każdym razie w pierwszy majowy wolny dzień usiadłam i domęczyłam tę pikselozę ze strony nr 2 :)

No i oczywiście czytałam. Duuuużo czytałam. A na sam koniec miesiąca odkryłam aplikację Storytel i książkę o długim tytule - "Śledztwo od kuchni, czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie ( z kulinarnym podtekstem)" wysłuchałam i od tamtej pory książki w formacie audio przeplatają się z wydaniami papierowymi. Zdecydowanie umila mi to czas obowiązków domowych. Nawet zmywanie czy wieszanie prania nabiera uroku przy tej zajmującej dźwiękowej oprawie.
I żeby nie było, że jestem jakąś cudotwórczynią czy coś... - Szczygła przeczytałam w większości w marcu. Tylko ostatnie sto stron zostało mi do przeczytania na kwiecień ;)



Obym w czerwcu wyrobiła się z publikacją szybciej niż teraz ;)
Do przeczytania!