Strony

środa, 27 grudnia 2017

Jasna zaraza!

Witajcie!

Mam nadzieję, że wszystkim Święta Bożego Narodzenia upłynęły w zdrowiu w domowej atmosferze. Niestety, w naszym domu pojawiła się zaraza, która położyła pokotem połowę rodziny. Do tego starszemu potworowi wypadł ząb i mieliśmy wizytę niechcianych lokatorów... Kumulacja jak się patrzy!

A teraz o innej zarazie, która mnie trafiła tuż przed świętami. Jak zapowiedziałam w poprzednim poście, moim celem na ostatnie dni roku była realizacja kilku hafciarskich celów.  Na początek postanowiłam rozprawić się z konfetti w Damie Pik. 



Kilka dni się pomęczyłam i było. 
Ale już nie ma.



Często w czasie haftu, patrząc z bliska na robótkę, nie wiemy czym tak naprawdę będą te xxx  i dopiero kiedy odsuwamy haft na wyciągnięcie ręki widać, że te niezrozumiałe plamy kolorów układają się w logiczną całość i tworzą istotny detal obrazka. 

Dokładnie tak miałam w czasie haftowania Damy Pik, te wszystkie szare, beżowe, brązowe, zielone i fioletowe pikselki z bliska nic mi nie przypominały, ale dopiero po odsunięciu ręki z robótką od oczu zobaczyłam ładnie wycieniowane tło z rombów ;)

Mam to szczęście, że granice między stronami w moich robótkach nie odcinają się zbytnio od siebie, ale zawsze przyglądam się z uwagą miejscu "łączenia" stron. Tutaj fizycznie różnicy nie widać, ale coś mi nie grało z kolorami... Im dłużej patrzyłam tym bardziej rosło przerażenie w moich oczach.

Nie, nie pomyliłam kolorów, chociaż przez chwilę miałam taką obawę. Jest dużo gorzej... brakuje mi kawałka strony i jest po prostu źle!

Kilka lat temu, kiedy przygotowywałam sobie kopię roboczą wzoru zadowolona puściłam wszystko na kopiarce i oryginał schowałam w bezpieczne miejsce, żeby się broń Boże nie zniszczył. Zapomniałam tylko o jednym istotnym elemencie- nie sprawdziłam jakości odbitki! Sama rozpiska mulin skopiowała się doskonale, to tylko te 30 stron wzoru nie wiedzieć czemu nie chciało współpracować :/ Na zdjęciu jest oryginalna kartka wzoru, a poniżej moja kopia. Każda strona ma takie przesunięcie...



Kiedy w tym roku wesoło zabrałam się za haft następnej strony wzoru niczego nie podejrzewałam... No cóż, lepiej zorientować się po zrobieniu 2 stron niż całego rzędu :)

Tkanina zostanie odcięta i wykorzystana na jakieś drobiazgi, a sama Dama Pik trafia do kąta, gdzie będzie miała czas na przemyślenie swojego niedopuszczalnego zachowania (że też nie dała mi znać wcześniej!) i gdzie będzie czekać, aż znowu będę miała czas (i siłę) zasiąść do tego haftu.

Ale w ten przewrotny sposób zostało mi już "tylko" 11 prac rozpoczętych :P

Od dzisiaj, będę po 50 000 000 razy upewniać się, że wszystko jest ok, zwłaszcza w moich kolosach ;)

Do usłyszenia w Nowym Roku!

czwartek, 14 grudnia 2017

Małymi kroczkami do przodu

Witajcie!

Od ostatniego posta udało mi się zrealizować jeden z małych celów na ten rok.

Moim małym marzeniem, było ukończenie pierwszej kolumny w Royal dreams. W niedzielę, po 12 dniach dziubania tej strony udało mi się ten cel osiągnąć :) Dzięki temu mam już 15% tego wzoru. W następnej kolumnie zaczyna pojawiać się coraz więcej kolorów, co pewnie mnie odrobinę przystopuje jeśli chodzi o tempo pracy. Ale z drugiej strony, kilka tysięcy krzyżyków w tym samym kolorze jest okropnie nudne i ich stawianie ciągnie się jak flaki z olejem ;) Może być więc tak, że uda się skończyć stronę wzoru szybciej niż do tej pory.

Tak było przy ostatniej odsłonie w czerwcu...

A tak jest już teraz. Teraz kolejnych 6 czy 7 kolumn powinno pójść jak z płatka ;)




Ale o tym przekonamy się dopiero w przyszłym roku, teraz pora zrealizować kilka innych małych celów na 2017 ;) Do usłyszenia niedługo!


PS. Jeszcze jest czas, żeby zapisać się na zabawę i haftować w przyszłym roku bombeczki :) Cel na przyszły rok- rękodzieło na choinkę!
http://raeszka.blogspot.com

czwartek, 30 listopada 2017

Odtajniamy tajniaczki

Witam!

Przyszła pora odtajnić tajniaczki! W chwili obecnej mam rozpoczętych 13 robótek, z czego trzech jeszcze nikt z Was nie widział. Nie mam w nich okropnie dużo zrobione, pracowałam sobie nad nimi jak miałam ochotę, ale myślę, że niedługo znowu zapragnę nad nimi pracować.

Pierwszy z tajniaczków to przecudnej urody sampler od Long Dog Samplers. Wzorki tej firmy chodziły mi po głowie od dłuższego czasu. W momencie kiedy wypuszczono na rynek Śmierć przez zakrzyżykowanie (Death by cross stitch) miałam wielką ochotę porwać się na ten właśnie wzorek, ale stwierdziłam, że zacznę od czegoś mniejszego. Padło na piękny wzorek Mots d'amour. 



Żeby urozmaicić sobie haftowanie zdecydowałam się na iście szalony krok- haftuję nicią jedwabną! Ale to nie koniec szaleństwa ;) Jak już wspomniałam, chciałam zrobić coś mniejszego, mój hafcik będzie więc dosłownie mniejszy ;) Zaczęłam haft na płótnie Kingston 55ct  co dwie niteczki. Nić jedwabna cudnie ślizga się po materiale, krzyżyczki wychodzą tycie dokładnie tak jak chciałam, ale haft na takiej drobnicy jest ciut męczący, stąd też i mikre postępy.


Nie mogę się jednak doczekać, żeby do niego wrócić!

Drugi z tajniaczków to wspominany niedawno nowy start z wakacji. Chciałam go zrobić dla siostry, ale postanowiłam zachować go dla siebie, a jeśli siostra zechce też go mieć, to będzie musiała sama go sobie zrobić :P Nie znalazłam tej grafiki w sensownym rozmiarze, ale to będzie dokładnie to co widać na poniższym obrazku.



Jeśli graliście kiedykolwiek w grę Borderlands znacie pewnie postać sympatycznego robota Claptrapa. W jednym z dodatków do gry ten sympatyczny robocik kieruje rewolucją robotów i takie właśnie plakaty można zobaczyć w grze na ścianach domów i płotach. 



Haft ma całe 13 kolorów, w tej chwili używam dwóch dominujących. Widać już sporą część obrazka :) Żeby oszczędzić miejsce na ścianach hafcik znowu będzie mały- używam lugany 32 ct i haftuję co jedną niteczkę tkaniny :) W przyszłym roku z chęcią bym go sobie powiesiła na ścianie...

Ostatni tajniaczek jest chyba bardziej ambitny od samplera Long Doga. Suknia tego cudnego anioła w ponad 90% składa się z koralików. Ale efekt końcowy jest tak piękny, że z chęcią podjęłam się tego wyzwania. Jak dotąd jest to moja największa praca na ręcznie farbowanej tkaninie, a tych jak wiadomo, nie da się uprać. Muszę się więc streszczać z haftowaniem, żeby tkanina się nie zabrudziła i nie zakurzyła ;) Jak na razie najbardziej spowalnia mnie... normalna mulina w sukni :D



Same powiedzcie, że to nie jest cudny wzór!



Teraz już widziałyście wszystkie moje robótki! Pora skończyć chociaż połowę z nich w przyszłym roku ;)

Do usłyszenia! Igły w dłoń!


niedziela, 26 listopada 2017

Kolorowanka antystresowa i reszta postępów

Witam!

Okres jesienno-zimowych zachorowań uważam za otwarty! W niedzielę niespodziewanie dopadło mnie jakieś paskudztwo i tak wymęczyło, że od tamtej pory nawet nie miałam siły za igiełkę złapać.  Dzisiaj czuję się mniej więcej jak człowiek i chciałam pokazać kolejne robótki, nad którymi pracowałam w czasie swojej blogowej nieobecności.

Pierwsza z nich to moja kolorowanka. Chociaż jest już bliska ukończenia to nie wiem kiedy to nastąpi. Niestety, utknęłam. Dla przypomnienia hafcik z czasu ostatniej publikacji...


I stan na dziś.



Jak widać, zabrałam się za wypełnianie konturów. Najpierw zrobiłam tulipany, potem zielone liście i łodygę, a następnie zabrałam się za jedne z kwiatków. I na tym elemencie niestety utknęłam. Nie wiem jakich kolorów użyć, żeby były mocne i wyraziste, a jednocześnie ładnie łączyły się z resztą kolorów. Zastanawiam się nad użyciem białej nici na największych płatkach, ale pozostaje problem środków i tych mniejszych, niedokończonych... Bardzo podobają mi się kolory użyte do tej pory, ale chciałabym użyć więcej barw, nie mam ochoty się aż tak bardzo powtarzać... Będę bardzo wdzięczna za wasze propozycje!

Dane techniczne:
SAL Kolorowanka (Coloring Page SAL z grupy FB)
aida 18 ct ręcznie farbowana przeze mnie
muliny dmc dobierane "na oko" ;)

Kolejna z robótek to mój koronkowy sampler od DMC. Jest już naprawdę blisko skończenia. Nie mam do niego serca w tej chwili, ale koniecznie muszę go skończyć przed końcem roku ;)
Dla przypomnienia zdjęcie z ostatniej publikacji...
Efekt docelowy



I stan na dziś. Same przyznacie, że już naprawdę niewiele zostało do skończenia :)


Dziękuje za wszystkie miłe komentarze pod moja wróżką :) Niedługo pokaże Wam wszystkie moja zachomikowane tajniaczki. Biegnę sprzątać dom i do usłyszenia niedługo!

poniedziałek, 13 listopada 2017

Moja pierwsza Nora Corbett

Witam :)

Nie dość, że życie mi dokucza, to na dodatek jakieś jesienne przesilenie mnie dopadło, i ledwo co mam siłę wstać rano. I czas biegnie tak uparcie szybko, że ani się obejrzę, a tu już tydzień od  poprzedniej publikacji mija.

Tak jak pisałam w poprzednim poście, w okresie wakacyjnym pracowałam praktycznie nad większością swoich hafcików. Sporo czasu poświęciłam między innymi na jeden z tajniaczków, który właśnie dzisiaj chciałam wam zaprezentować.



Kiedy tylko zobaczyłam ten wzór od Nory Corbett stwierdziłam, że bardzo mi się podoba i chciałabym go wyszyć. A kiedy dodatkowo dowiedziałam się, że można go pobrać za darmo* nie wahałam się ani chwili.



Mój wybór padł na perłowoszarą Luganę 32 ct od Zweigart, a haftowałam mulinami DMC. We wzorze wykorzystane zostały dwie nici ręcznie barwione z kolekcji Caron Waterlilies. Jedna taka nitka kosztuje ok 5 funtów, dlatego poszukałam w swoich zasobach zamienników dla nich. Co prawda wzór wskazywał zamienniki DMC, ale postanowiłam użyć własnych kombinacji. Zamiast  dla nici użytej w skrzydłach używać zamiennika dmc, wykorzystałam nić bawełnianą farbowaną ręcznie przez Cyber Julkę, którą kiedyś dostałam od niej w ramach wymianki domkowej. A zamiast sugerowanego zamiennika dla drugiego koloru użyłam nici, którą sama farbowałam dwa lata temu. Efekt bardzo mi się podoba, dzięki temu wróżka będzie jedyna w swoim rodzaju!



Nie dość, że po raz pierwszy haftowałam coś od tej projektantki, z użyciem ręcznie farbowanych nici, to na dodatek postanowiłam skórę mojej wróżki haftować 1x1. Jest to popularna na zachodzie technika nadawania głębi w haftach. Dzięki temu skóra bardziej przypomina prawdziwą, ubrania i włosy bardziej się odcinają. Namęczyłam się odrobinę, ale wydaje mi się, że efekt końcowy jest wart wysiłku.



Na koniec jeszcze słowo o elemencie, który całej pracy nadaje niesamowitego blasku i uroku- koralikach Mill Hill i niciach metalicznych Kreinik. Choć nie wypowiem się tutaj o jakości koralików tej firmy, to muszę przyznać, że naszywanie ich sprawiło mi ogromną przyjemność!





W swoich zbiorach mam już kilka wzorów tej projektantki, ale nie wiem jeszcze, który pierwszy zacznę haftować. Wiem jedno- to będzie czysta przyjemność!

Do usłyszenia niedługo!

*już nie widać go stronie czasopisma, ale po wpisaniu nazwy wzoru w googlach powinien wyskoczyć bezpośredni link do pliku :)

piątek, 3 listopada 2017

Jak nie urok to wakacje

Witam po wakacyjnej przerwie!

Z uwagi na wakacje, mój czas robótkowy zawsze się kurczy i ledwo wyrabiam się ze wszystkim. Dodajcie do tego nową pracę, remont w pokoju dzieci, "prawie-pożar" kuchni, rozpoczęcie roku szkolnego i akademickiego oraz kilka kontuzji męża, a moja nieobecność będzie usprawiedliwiona ;)Po pięciu miesiącach z nową pracą się oswoiłam, czas jest w miarę zorganizowany (choć okresami mam go więcej lub mniej), pora więc pokazać, co ostatnio działo się w robótkowej sferze mojego życia.

Ogółem to sporo, ale w lipcu zaskakująco niewiele. Przez dwa tygodnie z hakiem moje robótki były przywalone grami, zabawkami i książkami z pokoju dzieci. Ale przynajmniej ich pokój jest odmalowany i nowe łóżko stoi już na swoim miejscu. Nie miałam ani zbytniej możliwości wyboru pracy do tworzenia, nie miałam też za dużo czasu na coś poza pracą, domem, remontem  i opieką nad dziećmi.

Udało mi się jednak wycisnąć po 10-15 minut dziennie i popracowałam trochę nad moją najstarszą obecnie pracą- Lodową Księżniczką od HAED. Dla przypomnienia, wzór był wtedy darmowy na stronie HAED, a ja wykadrowałam go do samej twarzy. Podczas ostatniej prezentacji miałam zaledwie tyle...

Dziś mam już wszystkie kontury zrobione i spokojnie wypełniam sobie większe i mniejsze przestrzenie na pracy :)



Za to w sierpniu jak opętana skakałam z robótki na robótkę i nie miałam ochoty odkładać igiełki :)
Pracowałam dwa tygodnie nad Damą Pik i jestem kilka tysięcy krzyżyków bliżej ukończenia strony. Do końca całej pracy jeszcze ponad 28 stron, chwilę więc to potrwa :P Czemu tak niedużo przybyło w dwa tygodnie? Bo haftowałam tylko i wyłącznie w drodze do i z pracy. Po dwóch tygodniach haftowania na 27 ct w trzęsącym autobusie powiedziałam dość, ale do końca roku z pewnością ukończę rozpoczętą stronę.


W sierpniu kupiłam też super krosno, a raczej krosienko. Oczywiście musiałam je od razu przetestować, ale żadna robótka nie pasowała mi na nie rozmiarem. Zostałam więc zmuszona do znalezienia czegoś w odpowiednim rozmiarze. Powstała więc zakładka z arbuzem :) Całe 7 dni haftowania, ale tylko dlatego, że nie miałam czasu- czarna ramka powstawała przez 3 dni!


Nad czym jeszcze pracowałam? Między innymi sięgnęłam po adwentowe zwierzątka od Brooke Nolan. Do ukończonej niedawno sowy dołączyła wielbłądzica oraz słoń. Śnieżynki robię muliną metalizowaną DMC. Kto z nią pracował, ten wie, że nie jest to przyjemne doświadczenie, czekam więc z wykończeniem tego elementu aż uzbierają mi się przynajmniej cztery zwierzątka. A w kolejce czekają dwa kolejne wydrukowane wzory :) Na tegoroczne święta kalendarz raczej nie będzie gotowy, ale w przyszłym roku jest to o wiele bardziej prawdopodobne :)



We wrześniu zaczęłam też pewien uroczy wzorek dla koleżanki z pracy. Jest strasznie słodki, więc haftowanie było czystą przyjemnością i nie trwało jakoś okropnie długo. Chwilowo czekam na połowę grudnia, żeby dopisać dane przyszłego właściciela wielorybka :)





To nie koniec tego nad czym pracowałam, ale post wyszedł chyba wystarczająco długi jak na podsumowanie wakacji. Podpowiem tylko, że będzie mowa o jeszcze kilku starych robótkach i kilku nowościach. Do usłyszenia za niedługo!

niedziela, 18 czerwca 2017

I znowu wszystko na raz...

Witajcie!

Niestety, pomimo moich najszczerszych chęci, nie udaje mi się regularnie publikować notek na blogu. Na początku maja byłam w małym dołku emocjonalnym i nie miałam ochoty nic pisać, a potem zaczęło się dziać tak dużo na raz, że nie miałam już czasu na nic. W skrócie, umowa w dotychczasowej pracy mi się kończyła 31 maja i miałam doła, a potem zadzwonił telefon z obecnej pracy i cały odbierany urlop poświęciłam na załatwianiu formalności i zaległych spraw. 
A w nowej pracy wiadomo: mnóstwo rzeczy do ogarnięcia, stresik i ból głowy (praktycznie codziennie po powrocie do domu). No i jadę około 50 minut w jedną stronę, więc i czasu więcej nie ma mnie w domu. 
Żeby było jeszcze fajniej, mąż dorobił się nowej kontuzji w pracy i ograniczony czas skurczył się jeszcze bardziej ;) Jutro już na szczęście wraca do pracy i chociaż będę się musiała na nowo ogarniać z organizacją, to wiem, że będę mogła trochę więcej podziubać wieczorami. 

Na polu robótkowym dzieje się trochę, większość udało mi się zrobić w maju jeszcze podczas urlopu. W czerwcu postępy na pracach mizerne, głównie przez uporczywe bóle głowy... Ale udało się nawet sporo, przybyła między innymi kolejna strona fraktala :) Dziubałam ją przez 8 dni, ale często była to tylko jedna długość nitki na dzień. Fraktal ma to do siebie, że bardzo szybko powstają te ciemne strony bez niczego- brak konfetti znacząco przyśpiesza prace. Jest to też chwilami męczące i jedna nitka na dzień to było i tak dużo. Jeszcze następna kolumna powinna się dać szybko wyhaftować, potem zaczną się atrakcje ;) Na tę chwilę jeszcze tylko jedna strona i pierwsza kolumna będzie gotowa :)

Widok przed i po :)



W maju udało mi się też ukończyć stronę mini wróżki od HAED :) Wypełnianie koloru na tej stronie zajęło mi 6 dni, to chyba cud, że udało się tak szybko, bo niektóre kolory występowały w dosłownie 2 krzyżykach na całej stronie ;)

Stan z początku maja i z jego końca.



W maju udało mi się też tknąć zwierzątka adwentowe :) Dokończyłam kontury na jeżyku i dla "odmiany" w haftowaniu zwierzątek po kolei zrobiłam sówkę Odette :)


W maju pracowałam też nad kolorowanką kwiatową i jeszcze jednym projektem, ale pokaże go tutaj dopiero po skończeniu, a wierzcie mi, koniec jest blisko, muszę tylko usiąść i się zmusić do tego ;) W czerwcu pracowałam nad Koronkowym Samplerem od DMC i mam już górną część skończoną. Teraz wyciągnęłam najstarszą ze swoich robótek i pcham ją trochę do przodu. Czy ktoś zgadnie co to takiego?

Pozdrawiam serdecznie i do przeczytania!
Agnieszka

PS. Zapraszam do podglądania Instagrama po bardziej bieżące fotki robótek :)

piątek, 21 kwietnia 2017

Jeden UFOk mniej

Witam serdecznie!

Mam nadzieję, że wszystkim święta minęły w miłej rodzinnej atmosferze. Ja spędziłam je bardzo miło, najprzyjemniej zaś poniedziałek, kiedy leżąc w łóżku pod ciepłą kołderką na zmianę czytałam książkę i haftowałam ;)

O dziwo, nie przejadłam się tym razem wielkanocnymi pysznościami, chociaż całą sobotę spędziłam na nogach w kuchni. Był żurek, pieczona karkóweczka, paszteciki do barszczu z trzema wariantami nadzienia, koszyczki z ciasta francuskiego ze szpinakiem i sałatka jarzynowa. A na słodko robiłam mazurki, ciasto drożdżowe i rogaliki z kajmakiem. Ale, puki co, nie jest to blog kulinarny, przejdźmy więc do robótek.


Tak jak pisałam w poprzedniej notce, udało mi się wykończyć najstarszego UFOka! Był to pegaz, któremu naprawdę niewiele brakowało do ukończenia podczas poprzedniej odsłony. Odstraszała mnie chyba wielkość wzoru (6 sklejonych taśmą kartek a4). Jak już się zawzięłam, to poszło w miarę szybciutko. Teraz czeka sobie w pudełeczku na mój wolny czas na wykańczanie robótek.



Jako bonus do pegaza pokazuję zdjęcie ukończonego jajeczka wielkanocnego z gazetki . Sam haft był szybki i przyjemny, montowanie tego ustrojstwa jednak to zupełnie inna bajka. Mam wrażenie, że gdybym miała inny klej byłoby łatwiej, ale śpieszyłam się z wykończeniem go przed Świętami i nie miałam czasu na składanie zamówień. Jajo zdobi stół w mojej obecnej pracy i zostanie tutaj jako pamiątka. 

Wybaczcie dłuższą przerwę, życie rzuca mi kłody pod nogi jeśli chodzi o regularną publikację. Nie wspominając już o nieprzewidzianych przerwach w haftowaniu... Robótkowo jednak jest dobrze, jeden projekt już prawie na ukończeniu a do tego w międzyczasie dokończyłam drugą strone fraktalątka :)

Do usłyszenia niebawem!

piątek, 24 marca 2017

Porcja koloru na pierwszy dzień wiosny

Witam!

Po pierwsze dziękuję za miłe komentarze pod ostatnimi postami. Cieszę się, że tak mnie motywujecie do pracy nad fraktalem. Kto uważnie czyta powinien wiedzieć, że pracuję nad Royal Dreams, który będzie wyglądał tak:


Myślę, że jeszcze jedna nudna kolumna obok tej i zacznie się robić kolorowo :) Ale chwilowo przerwa, poczekam na odrobinę lepsze światło do pracy.

A tymczasem pora zdradzić jaką robótkę zabrałam ze sobą do Łeby. Napisałam, że jej nie wezmę, bo za dużo tam kolorów, ale po dokładniejszym obejrzeniu wzoru, okazało się, że połowa z symboli ma ten sam kolor i haftuje się je tylko różną ilością nici ;) Tak więc na wycieczkę nad wodę pojechałam z ważką :) Dla przypomnienia ostatnia odsłona była tak mizerna, że aż wstyd się było do tej robótki przyznawać.


Dla przypomnienia jeszcze obrazek ważki po ukończeniu. To jest ta z lewego dolnego rogu.


W czasie wyjazdu udało mi się skończyć dolną część bambusowych liści...



Następne dwa tygodnie powstawała ważka. Te kontury w skrzydłach wyglądają niesamowicie...



A ostatnie części obrazka ukończyłam równo z nastaniem astronomicznej wiosny :)



I tak oto moja liczba rozgrzebańców to w tej chwili dwanaście ;) Miałam w międzyczasie jedną nową rozpoczętą i ukończoną robótkę, oraz dobiłam najstarszego z gromady UFOka. Ale o tym w następnym wpisie :D

Na koniec dodam dla porządku, że od niedawna włączyłam moderowanie komentarzy, więc nie dziwcie się, że jeśli coś piszecie to się nie wyświetla od razu tak jak kiedyś. Mam nadzieję, że dzięki temu nikt już nie będzie musiał udowadniać, że nie jest robotem, jeśli jednak tak będzie to bardzo proszę o informowanie mnie na bieżąco. Pozdrawiam cieplutko i lecę sprzątać balkon :)

poniedziałek, 13 marca 2017

Ciemność, ciemność widzę...

Witam wszystkich!

Dzisiaj zapowiedziany w poprzednim wpisie post z postępami z pacy nad fraktalątkiem. Od razu chciałabym zaznaczyć, że jakość fotek pozostawia wiele do życzenia, ale w warunkach wyjazdowych nie zawsze da się zrobić lepsze. Jarzeniówy na suficie i mrok za oknem nie stanowią najlepszej kombinacji...

W ramach turnusu rehabilitacyjnego Starszego potwora udałam się z nim do Łeby. Pobyt trwał od niedzieli do soboty rano. Poza odprowadzaniem go na posiłki, obowiązkowe zajęcia i codziennymi spacerami miałam mnóstwo czasu wolnego. Zakupowo poszaleć nie można było, bo były otwarte chyba ze 3 sklepiki z pamiątkami, nawet o otwarty spożywczak było trudno. Tak więc hafcik, hafcik, i jeszcze raz hafcik :) Miałam nadzieję, że uda mi się pohaftować w pociągu, ale nie było niestety za bardzo miejsca.

Tak więc miejsce startowe z niedzielnego popołudnia wyglądało tak, odrobinę mniej niż pół strony:



W poniedziałek rano było już o 815 krzyżyków więcej niż dzień wcześniej


W poniedziałek dostawiłam kolejne 1293 krzyżyków i we wtorek rano miałam już tyle :D


Tak się złożyło, że w ciągu dnia udało mi się skończyć całą pierwszą stronę, fraktalątko urosło o 761 krzyżyków.


Ponieważ w środę miałam zacząć kolejne wyzwanie z grupy na FB, wygodniej mi było zaczynać liczenie krzyżyków od tego punktu. Porzuciłam więc fraktalątko na pół dnia i wróciłam do niego w środę po śniadaniu. Co haftowałam w międzyczasie pokażę za kilka dni ;)

A tak wyglądało fraktalątko w środę wieczorem po dostawieniu 824 krzyżyków.


W czwartek wieczorem miałam kolejne 1194 krzyżyków więcej :D


A w piątek wieczorem zakończyłam pracę po postawieniu kolejnych 559 krzyżyków :D Przejadł mi się granat, a do tego mieliśmy podchody z dzieciakami i pakowanie, więc siła rzeczy miałam mniej czasu na haft.


Jak tylko wypełnię granatowe tło do ostatniego pojedynczego krzyżyka będę miała pełne 2 strony wzoru :) Osobiście patrząc na robótkę widać wyraźniej pozostałe użyte kolory. Ilość krzyżyków w kolorach innych niż 939 jest tak mała, że chwilowo jeszcze nie parkuję na tej pracy, poczekam aż będzie tam więcej konfetti.



Jesli zastanawiacie się dlaczego idę w dół a nie w bok, to już wam mówię. Mam zaczętych kilka dużych prac i im więcej haftuję, to tym bardziej uświadamiam sobie, że jednak wolę haftować od dołu do góry, tak jak robiłam ikonę. Ciągnę więc do dołu, a potem będę dziubać po kolumnie od dołu do góry.